|
|
Poezja
Poezja w Kolumbie
Renata
M. Lesner
Marzenia o górze
Wciąż próbuję
zdobyć szczyt doskonałości
Omijam śliskie
kamienie
które
okrywa ciepły lód
lecz czemu
me otarte stopy
nie potrafią
utrzymać równowagi
ktoś nagle
zestępuje mi na ramiona
opadam
w dół by
ponownie powstać
mam popękanie
dłonie
z bólem próbuję
nad poziomy wylecieć
powoli
poznaję inny świat
patrzę
ma wszystko
z nowo zdobytej wysokości
chcę posiąść
wymarzone szczyty
tę górę
dziecięcych marzeń
a potem zdążyć
przed
ostatnim zamknięciem powiek
spojrzeć
na wszystko
z niewinnym uśmiechem
Ona
Przyszła
nagle
Sama podała
mi dłoń
Była piękna
Uniosła
mnie w przestworzach
Delikatnie
Tchnęła w
moje usta oddech
Rozpaliła
We mnie
wszystkie zmysły
Muskała
Ciało
unoszące się ponad światem
Była...
Przyszła
nagle
Sama podała
mi dłoń
Później
wyszła
Na palcach
po cichu
Nie sama...
Arnalda
Knap
Ludzie
Każdy z
nas jest... inny
I... na swój sposób
-
Niewinny
Pozostaje
więc wybaczać
Wybaczać i płakać,
Płakać nad losem...
Swoim
i innych
- Ludzi niewinnych
Tak więc...
I... kocham i boję się Ciebie za
Radość, którą upajasz,
Za
smutek który rozdajesz
Tak już
zostanie między nami
Będę chwilami dotykała.
Wiersze
o Tobie, dla – Ciebie – pisała.
Marek
Maganiusz Kielgrzymski
SADE 18/4
Kiedy
przyglądam się kaskadom moich dociekań
A oczy palą
porażone blaskiem świetlówek
Widzę
przecież
Że to
wszystko na nic
Ojciec
rozbija orzechy w sąsiednim pokoju
I gapiąc
się w telewizor
Myśli
dlaczego zawsze jest inaczej
Niż by się
chciało
Ja oglądam
szpaler codziennych zachcianek
I w sposób
niepojętn albo zwyczajny
Brzydze się
sobą
Trudno
odnaleźć mi dzień
Który był
przeżyty
Z reguły
noce i dnie przeżywają się same
Przychodzą
i odchodzą
A mnie
coraz mniej to obchodzi
Nikt nie
chce orzechów
które są
pogniłe
Albo tylko
lekko ściemniałe od wilgoci
Przecież
nie wiadomo co może być w środku
I tylko rodzice naprawdę
kochają swoje dzieci.
|